Zobaczenie słynnej Armii Terakotowej miało być ukoronowaniem naszego pobytu w Chinach. Specjalnie jechaliśmy ponad 1 000 kilometrów z Pekinu, aby zobaczyć to niezwykłe miejsce.
W Pekinie widzieliśmy dużo, bardzo dużo, ale chcieliśmy zobaczyć coś więcej niż Pekin. W poprzednim wpisie opisaliśmy naszą podróż do Xi’an oraz ciekawe miejsca w ramach murów miasta (dosłownie!). Nie oszukujmy się jednak: większość osób tu przyjeżdżających ma w głowie tylko jedno – Armia Terakotowa.
- Armia Terakotowa w Xi'an to jedno z najważniejszych znalezisk archeologicznych na świecie.
- Odkryta w 1974 roku, jest wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
- Do Terakotowej Armii można dojechać autobusem nr 5 z Xi'an.
- Wejście na teren kompleksu kosztuje 150 CNY.
- W kompleksie znajdują się trzy główne hale z figurami wojowników.
- Warto poświęcić czas na dokładne zwiedzanie i poznawanie historii miejsca.
- W kompleksie znajduje się również muzeum z dodatkowymi informacjami.
- Armia Terakotowa to około 7500 figur, z których większość jest rekonstrukcjami.
I nic dziwnego, jest to znalezisko archeologiczne na skalę światową! Odkryte stosunkowo niedawno, bo w 1974 roku, przypadkowo podczas wiercenia studni. Zostało ono wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i sprawiło, że stało się jednym z częściej odwiedzanych miejsc w całych Chinach, a region ten zaczął czerpać z tego całkiem sporo korzyści (rocznie miejsce to odwiedza ok 2 milionów osób).
Mówi się nawet, że jest to ósmy cud świata. Słynni wojownicy i konie z wypalonej gliny, stojący w zwartych szeregach, zakopani w kryptach, mieli za zadanie strzec grobowca pierwszego chińskiego cesarza Qin Shi (sam grobowiec jest oddalony o jakieś 1,5 kilometra od Armii).
Gliniane figury ustawione były w specjalnych korytarzach z cegły, a przykryte zostały drewnianym sufitem. W sumie, armię stanowiło 7500 wojowników i 600 koni, a wśród nich oficerowie, generałowie, piechota, łucznicy. Co ciekawe, żadna z figur nie przetrwał w całości, a to co oglądają zwiedzający, to rekonstrukcje.
W tym tekście przeczytasz o:
Jak dotrzeć do Terakotowej Armii?
Zanim jednak o samym miejscu, to kilka wskazówek jak tam dotrzeć.
Dojechać do Terakotowej Armii z Xi’an jest prosto, ale nie łatwo (a może na odwrót? :) ). Kluczowe jest wsiąść do odpowiedniego autobusu, a potem to już z górki.
Autobusy ruszają na placu przed dworcem kolejowym (jeśli mielibyście problem ze zlokalizowaniem tego miejsca, to w informacji turystycznej, na hasło “Terracotta” od razu Wam je wskażą). Ważne jest aby wsiąść do autobusu nr 5 (306) – jest to najtańsza opcja (zapłaciliśmy ok 7 CNY), bo jest to regularna linia autobusowa.
Obok stoją autobusy konkurencji, droższe, do których będę Was próbowali zachęcić naganiacze. My oczywiście wybraliśmy wersję ekonomiczną i po jakiejś godzinie jazdy byliśmy na miejscu. Tutaj czeka nas jeszcze krótki spacer przez miejskie zabudowania, zgodnie ze znakami, aby w końcu stanąć u wejścia… do osobnego budynku z kasami.
Tak wygląda prawidłowy autobus:
A tak zły, do tych nie wsiadajcie ;)
Zwiedzanie Terakotowej Armii
Samo wejście na teren tych fascynujących znalezisk archeologicznych to dosyć droga impreza – 150 CNY (jednak naszym zdaniem warto!). Bilety można zakupić w dużym budynku tuż przed bramkami wejściowymi. Wielkość budynku wskazuje, że bywają tutaj długie kolejki, ale podczas naszej wizyty nie było żadnych – liczba otwartych okienek sprawiała, że bilety można było nabyć niemalże w biegu (dla odważnych są również maszyny self service).
Kiedy już zakupiliśmy bilety i przeszliśmy przez bramki okazało się, że to jeszcze nie hala z wojownikami i końmi, tylko czeka nas kolejny spacer, ale na szczęście był to spacer w zieleni i na nieszczęście – w deszczu. Choć musimy przyznać, że dzięki naszym podręcznym plecakom Quechua Escape 30 z Decathlon deszcz nie jest nam straszny, o czym przekonaliśmy się już dzień wcześniej podczas zwiedzania Xi’an :)
W końcu dotarliśmy na plac, na którym znajdują się główne, zadaszone hale w których można oglądać figury. Zaczęliśmy od tej największej (Pit 1), chociaż polecamy Wam zostawić ją na koniec, bo po zobaczeniu pierwszej inne nie robią już większego wrażenia (Pit 2 i Pit 3 oraz budynek muzeum).
Tak zwana hala “Pit 1” to olbrzymia (naprawdę olbrzymia, wielkości hangaru lotniczego!) hala, w której zwiedzający stoją na podeście na samym przodzie i mogą podziwiać z podwyższenia korytarze z tysiącami figur.
Można również przejść dwoma korytarzami po bokach, ale to z przodu miejsce robi największe wrażenie.
Znajdziemy tutaj tabliczki z opisami i najciekawszymi informacjami oraz zobaczymy około 2 000 wojowników i koni zwróconych w kierunku wschodnim. Wszystkie są ustawionych w równych rzędach, w korytarzach i postacie te są gotowe do walki (pierwotnie, w korytarzach mogło ich być nawet 6 000!).
Miejsce powala rozmachem i rozmiarami, w życiu nie widzieliśmy czegoś podobnego! Z jednej strony patrzenie z platformy pozwala zobaczyć skalę całego przedsięwzięcia, a z drugiej strony, patrząc z korytarzy po bokach można dostrzec jak bardzo doskonałe i precyzyjne było odwzorowanie wojowników.
Stoją tutaj żołnierze piechoty, którzy trzymali w ręku włócznię lub miecze, łucznicy z kuszami – broni obecnie już nie ma w ich rękach, ale była ona prawdziwa, a nie z gliny czy drewna. Warto wiedzieć, iż każdy wojownik ma inne rysy twarzy, które wyrażają skupienie i gotowość do działania.
Żołnierze noszą misternie wykonane ubrania, nakrycia głowy, można również dostrzec biżuterię oraz ozdoby we włosach. Niestety zwiedzającym nie jest dane zobaczyć prawdziwych kolorów ubrań, bo te wyblakły po odkryciu wykopaliska. Nogi każdego wojownika były wypełnione, a korpusy i głowy puste, co ułatwiało transport i montaż figur.
Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy nie zwrócili uwagi na małe, aczkolwiek bardzo istotne ‘ale’ – chodzi o popularność tego miejsca. Przyjechaliśmy do bardzo popularnego miejsca, więc rozumiemy, że jest tłoczno i ciasno i że każdy chce zrobić sobie zdjęcie, ale szkoda, że w większości było to podejście, “cyk fota” i lecę dalej. Mało osób zatrzymywało się przy balustradzie aby czegokolwiek się dowiedzieć, przyjrzeć poszczególnym wojownikom, czy chociażby przeczytać tabliczki informacyjne. Pozostaje nam mieć nadzieję, że wszystkiego dowiedzieli się wcześniej od przewodnika ;-)
Dużo czasu nam zeszło na przyglądaniu się detalom i poznawaniu historii tego miejsca. A czekały jeszcze pozostałe hale. W kolejnej, mniejszej hali (Pit 2), podziwiać można kolejne figury, ok 1 300 wojowników i koni. Tutaj można również zobaczyć z bliska kilku żołnierzy: łuczników, kawalerzystę, oficera i generała.
W najmniejszej hali (Pit 3) znajduje się “tylko” 72 wojowników, a miejsce to było prawdopodobnie siedzibą wojska.
Na terenie kompleksu znajduje się również muzeum, w którym możemy poznać kilka ciekawych informacji na temat tego miejsca, poznać w szczegółach historię odkrycia oraz przyjrzeć się żołnierzom, pojazdom i koniom.
Droga powrotna prowadzi przez liczne restauracje, fast foody i kramiki z pamiątkami, gdzie strudzeni turyści ochoczo zaglądają, aby posilić się przed drogą.
Podsumowanie
Przyjechaliśmy specjalnie do Xi’an aby zobaczyć słynną Armię Terakotowa i absolutnie tego nie żałujemy! Jest to miejsce ukazujące ogrom pracy włożonej w budowę mauzoleum, szczególnie uwzględniając jak bardzo szczegółowo zostały dopracowane wszystkie znalezione tutaj figury.
Miejsce jest unikatowe i zapierające dech w piersiach. Nie mamy wątpliwości, że nie zawiedziecie się przyjeżdżając tutaj specjalnie z końca Chin ;)
Zobacz galerię zdjęć z Xi'an - Terakotowej Armii >>>


















































Cześć, czy autobusy w kierunku Terakotowej Armii odjeżdżają z określoną częstotliwością? Jak z powrotem? Bilet można kupić od razu w obie strony? Z góry dzięki za podpowiedzi :)
Cześć,
Tego niestety nie wiemy. Gdy my jechaliśmy zawsze jakiś autobus czekał na odjeżdżających. Bilety kupuje się w autobusie. Nie u kierowcy. W trakcie drogi chodzi “konduktor” i zbiera opłaty :)
Dzięki, czyli w tzw “ciemno” można uderzać. Pewnie raczej wczesnym rankiem, żeby na spokojnie zwiedzić to cudo…
Dokładnie tak :)
Udanej wyprawy!
Autobusy odjeżdżają na zasadzie jak się zapełnią. A z tym akurat nie będzie problemu :) My skorzystaliśmy akurat z tych “złych” (z opisu ;) ). Ale lekko wcześniej pobłądziliśmy bo wysiedliśmy z metra linii nr 4 stację dalej (to znaczy niby widnieje na linii właściwa stacja, ale albo jest jeszcze w budowie albo po prostu wtedy była zamknięta-linię tą niedawno musieli otworzyć), potem lekko pobłądziliśmy i potem trafiając na dworzec autobusowy trafiliśmy prosto w “objęcia” naganiającej kobitki. Jak dobrze pamiętam to bilet w jedną stronę to wydatek 12 lub 13 CNY. Po drodze wsiada konduktorka i zbiera kasę. Tak samo jest z powrotem.
A my mieliśmy zupełnie odwrotną ocenę. Żebym nie została źle zrozumiana, wyjasnię na początku, że doceniam dzieło jakim jest Terakotowa Armia, to jak każdy z wojowników został dokładnie wykonany a podziw jeszcze większy budzi informacja, że ponoć każdy jest inny, nie ma dwóch takich samych. Tym, co się nam nie podobało był właśnie sposób oglądania. To, że stoi sie od wojowników tak bardzo daleko (szczególnie w tej największej hali). Terakotowa Armia jest w kraju, ktorego obywateli jest dużo i którzy dużo podróżują, jeśli do tego dodamy turystów z całego świata, to wychodzi mnóstwo osób które każdego dnia chcą zobaczyć Wojowników. Nie dość, że trzeba przeciskać się tłumie, to wszystko jest tak daleko, że ta niedostępność staje się irytująca. Nie uważam, że rozwiązanie jordańskie, kiedy można chodzić po starożytnym mieście i dotknać obiektów mających kilka tysięcy lat, byłoby tu dobre, ale jakiś środek może dałoby się znaleźć.
A może na moje odczucia miała po prostu wpływ ulewa, która przemoczyła mnie tak, że suszyłam obuwie jeszcze przez następne dni, a zwiedzając kompleks z Teraktowymi wojownikami trzęsłąm się z zimna? Kto wie..
Bardzo fajny komentarz, serio! :) Każdy ma prawo do swojego zdania i tak szczerze mówiąc, sądzę, że to właśnie przez pogodę masz takie odczucia. Sami nie raz tak mieliśmy, że z powodu pogody jakieś miejsce obieraliśmy gorzej niż “planowaliśmy”. Choć i od tej reguły są wyjątki :)