Lubimy dobrze zjeść i lubimy próbować nowych, regionalnych potraw. Z Islandią nie wiązaliśmy dużych nadziei – nastraszono nas przed wyjazdem, że drogo i nie ma dużego wyboru miejsc do jedzenia…
Potwierdzamy oba powyższe stwierdzenia, ale jak się dobrze trafi to warto zapłacić więcej i dobrze zjeść. Kilka słów o jedzeniu na Islandii.
- Jedzenie na Islandii jest drogie, ale można znaleźć lokalne knajpki z dobrym jedzeniem.
- Śniadania w kwaterach są obfite, często z dostępem do kuchni.
- Lunch zazwyczaj spożywany jest w biegu, polecane są kanapki i jedzenie z marketów.
- Na obiad/kolację warto odwiedzić lokalne restauracje, które oferują różnorodne dania.
- Warto spróbować regionalnych potraw, takich jak pulpety z renifera i gulasz z jagnięciny.
- Sklepy są dobrze zaopatrzone, ale alkohol można kupić tylko w specjalnych sklepach.
- Islandzki Skyr to popularny i pożywny jogurt, który warto spróbować.
- Brakowało większej różnorodności potraw, które można by spróbować w Polsce.
W tym tekście przeczytasz o:
Jedzenie na Islandii
Islandia to kraj, który można zwiedzać bardzo ekonomicznie i nastawiać się na przygotowanie posiłków samemu. Można też odżywiać się w nielicznych, lokalnych knajpkach. My wybraliśmy coś pomiędzy – nie chcieliśmy wydać majątku na samo jedzenie, ale z drugiej strony lubimy zjeść coś ciepłego, spróbować czegoś lokalnego. Jak wyglądał nasz dzień?
Śniadania – wszystkie noclegi jakie mieliśmy oferowały śniadania na miejscu. Czy to był hotel, hostel czy pokój w domku jednorodzinnym, nigdy nie chodziliśmy głodni. W hotelach i hostelach wybór był skromniejszy, ale wystarczający – na śniadanie zawsze pieczywo, mleko, wędliny, jogurty, płatki, podstawowe warzywka itp.
Za to bardzo pozytywnie zaskoczyły nas śniadania w kwaterach: czekały na nas pełne lodówki jedzenia, kilka rodzajów pieczywa, jajka, wędliny, ryby, jogurty (w tym oczywiście Skyr), a do tego można było korzystać z kuchni więc jajecznica czy naleśniki nie były problemem.
Często również można było znaleźć ekspresy do kawy, które były do naszej dyspozycji, więc naprawdę na bogato ;) Raz trafiliśmy gorzej, gdzie czekał na nas koszyk przygotowany poprzedniego dnia, bez możliwości podgrzania, ale za to były owoce, które zapewne kosztowały majątek ;)
Lunch – z reguły w biegu, po drodze. Sprawdzały się tutaj kanapki, które robiliśmy rano, lub coś kupionego na stacji benzynowej albo w jednym z marketów (polecamy sklepy Bonus, które wystarczają aby zaopatrzyć się w jedzenie). Ważniejsze niż samo jedzenie było dla nas aby mieć zawsze pod ręką termos pełen ciepłej herbaty.
Obiad/Kolacja – tutaj szaleństwo :) Pod koniec dnia, kiedy już dotarliśmy do naszego kolejnego noclegu, zostawialiśmy rzeczy i za poradą gospodarzy wybieraliśmy się do lokalnej knajpki. W większości, każda z nich oferowała podobne dania typu burgery, pizza, kanapki na ciepło i oczywiście ryby.
W zależności od rozmiaru miejscowości, dostępna może być tylko jedna (dosłownie!) knajpka lub całe zaplecze gastronomiczne.
W większych miejscowościach, lub tych bardziej turystycznych nie brakuje miejsc gdzie można coś zjeść. Są tutaj restauracje (również włoskie, azjatyckie), fast foody, puby, kawiarnie – do wyboru do koloru. Problemem może być jedzenie późnym wieczorem (po godzinie 22), kiedy serwowane są tylko napoje i przekąski typu chipsy czy orzeszki.
W mniejszych miasteczkach, w barach, wieczorami spotykają się zarówno lokalni mieszkańcy jak i strudzeni turyści. W sezonie ciężko może być o wolny stolik, więc trzeba liczyć się z tym, że postoimy trochę w kolejce (czasami przydzielają numery czekającym i wywołują jak coś się zwolni).
Co możemy zjeść w takich miejscach? Standardowe jedzenie wymienione już wyżej oraz polecaną przez nas “zupę dnia”. W knajpce stoi dostępny wielki gar z zupą wraz z pieczywem wypiekanym na miejscu. Wbrew pozorom można się najeść samą zupą, bo są to z reguły gęste kremy.
Niestety, w trakcie całego wyjazdu brakowało nam większej różnorodności potraw, których nie skosztujemy w Polsce. Mogliśmy kupować świeżo złowione i przyrządzone ryby, ale ciągle nie wypełniało to pustki :)
Zawsze też możecie dostać darmową, świeżutką islandzką wodę do picia :)
Prawdziwe Islandzkie jedzenie!
Nasze podniebienia zostały zaspokojone w połowie wyjazdu w knajpce Klausturkaffi, która oferuje regionalny bufet w porze lunch’owej. Wszystkie dania są robione na miejscu, ze świeżych składników. Przemiła gospodyni dba o to, aby niczego nie zabrakło i co chwilę dokłada jedzenia, aby półmiski były pełne.
Porównując do bufetów w innych krajach ten jest bardzo skromny, ale za to jedzenie jest przepyszne, a liczy się jakość a nie ilość :) Wśród potraw na szczególną uwagę zasługują pulpety z renifera, gulasz z jagnięciny, grillowane warzywa oraz jęczmień z warzywami.
W trakcie pobytu pokochaliśmy islandzki Skyr – lokalny jogurt wytwarzany z odtłuszczonego mleka. Jest bardzo pożywny, stanowi dobre źródło białka. Na sklepowych półkach można dostać skyr w wielu smakach (głównie owocowych). No i to masło orzechowe… ;-)
Z innych islandzkich smakołyków próbowaliśmy również mięsa z rekina, ale nie przypadło nam do gustu ;)
Zaopatrzenie sklepów na Islandii
Sklepy są całkiem dobrze zaopatrzone, ale zapomnijcie o małych lokalnych sklepikach. Rynek jest zdominowany przez kilka sieciówek (w tym wspomniany Bonus, jak również Netto), wielkości naszych dyskontów. Dostaniecie tu pieczywo, mięso, nabiał, chemię, kosmetyki etc. Często obok tych marketów znajdują się piekarnie, kawiarnie, kwiaciarnie, księgarnie itp. Oczywiście w stolicy jest zdecydowanie większy wybór sklepów, jest sporo znanych sklepów sportowych, z meblami itp.
Jeśli chodzi o alkohol, to podobnie jak w Skandynawii, są tutaj specjalne sklepy, w których można kupić mocniejsze trunki. Słabe piwo dostaniemy w marketach, ale jeśli najdzie Was ochota na coś więcej to należy szukać najbliższego Vínbúðin, które otwarte są tylko w określonych godzinach (np. od 14 do 19). Alkohol jest bardzo drogi, a lokalne piwo nie powala – ale trzeba spróbować :)
Ciekawi jesteśmy co Wy mieliście okazję spróbować na Islandii… Co najbardziej przypadło Wam do gustu?
Polecamy również nasz wpis TOP 10, czyli co robić na Islandii oraz praktycznie podsumowanie wakacji na Islandii.






















Hej, a nabiał i mleko w Islandii są krowie czy owcze? Czytałam, że tam głównie hoduje się owcea, że nie mogę jeść nabiału krowiego to dla mnie ważne przed wyjazdem :)
Hej!
Hmm… dobre pytanie :) Nie jesteśmy miłośnikami nabiału i nie zwracaliśmy na to zbytnio uwagi. Zajadaliśmy się Skyrem, który robiony jest z mleka krowiego (a to sztandarowy produkt Islandzki). Tak, z krów żyjących na Islandii :)
W Klausturkafi byłem nie raz – mieszkałem w okolicy, ale wpadałem tam na kawę i ciasto, niestety nigdy na lunch. A jak smakowały islandzkie pulpety z renifera? Nie miałem okazji spróbować. W Norwegii wielokrotnie jadłem gulasz z renifera, z dodatkiem brązowego sera (brunost) i był rewelacyjny. Pozdrowienia z Islandii!
No cóż, pulpety jak pulpety ;) Trochę podobne do dzika, ale takie smaczniejsze naszym zdaniem. Choć może to też po prostu kwestia dobrego sosu i podania? :>
No tak, z piwem kiepskawo, ale zawsze warto spróbować lokalnych trunków choć raz :)
To z marketu – zgadzam się, lepiej sobie darować. Ale piwo z vinbudy (Vinbudin) jest bardzo dobre. Mają kilka naprawdę świetnych piw rzemieślniczych – m.in. Einstok, Leifur Nordic Saison. Jak ktoś chce spróbować czegoś lokalnego, to polecam zwłaszcza to ostatnie – z dodatkiem tymianku arktycznego. Rewelacja :)
Czy dobrze poznaje, że na jednym ze zdjęć widnieje knajpka z Vik? :) Jedliśmy tam z dwa rady podczas wyprawy na Islandię. Dobre zupy i ryby, oraz chleb do syta robił swoje :)
Dobrze poznajesz! De facto była to jedyna czynna knajpa gdy my tam byliśmy, i to z mega kolejką :) Jedzenie dobre, pieczywo ekstra :)
Hakarl :) Tylko uwaga, jedzie na 15 metrów :)
Natomiast piwo w marketach odradzam, ma 2 procent i jest to napój do piwa nawet niepodobny. Lepiej przetrzymać prohibicję (aczkolwiek w połowie drogi nie wytrzymaliśmy i był Viking w jakiejś knajpce – w przeliczeniu 25 zł pół litra) i na promie w drodze powrotnej nadrobić zaległości i się nawodnić. :)