Książki i ebooki podróżnicze

Podróżowanie z dzieckiem

12 godzinny lot dzienny vs 10 godzinny lot nocny (i do tego z 9 niemowlakami na pokładzie!)

Meksyk


Komentarze

Komentarze: (4)
  1. Tomasz Badyński pisze:

    Dzień dobry Państwu! Z tej strony mruk-jegomość ;) Chciałbym odnieść się do Państwa relacji z drogi powrotnej. Jako uczestnik lotu powrotnego (najbliższy sąsiad), odczytuję ten wpis jako potrzebę stworzenia jakiegoś rodzaju dramatu, który Was spotkał. Dramatu fikcyjnego z czarnym charakterem (mruk-jegomość) lub dramatu osobistego spowodowanego powrotem w klasie ekonomicznej, gdzie mruk-jegomość oberwał rykoszetem.
    Na początek kwestia komfortu w klasie ekonomicznej. Nie za bardzo rozumiem. Przydzielono nam miejsca w pierwszym rzędzie, gdzie miejsca na nogi jest najwięcej. Wiem to, ponieważ na trasie do Meksyku siedziałem w środkowym rzędzie, gdzie miejsca na nogi było sporo mniej. W sprawie ścisku, o którym wspominacie, to raczej powinni Państwo mieć pretensje do przewoźnika, który zamówił samolot z takim układem kabiny, a nie do mnie, gdyż zajmowałem jedynie swoje miejsce, nie rozpychając się w żaden sposób (jestem standardowej postury).
    Kwestia stresu. Opis sytuacji: samolot, klasa ekonomiczna. Nieznajomy jegomość, siedzi fotel obok, wygląda przeciętnie, nie wyrządza żadnej krzywdy, nie jest złośliwy, nie jest głośny, nie komunikuje się z Państwem (oprócz zwrotów grzecznościowych). Czyli gościu totalnie neutralny. Jeśli taka osoba przyprawia Państwa o stres to radzę gdzieś to skonsultować, gdyż taki lęk nie jest czymś normalnym lub po prostu nie korzystać w podróżach z transportu zbiorowego, gdyż taka sytuacja może się powtórzyć.
    Kwestia dziecka. Nie mam nic przeciwko małym dzieciom. Uważam, że dzieci są ogólnie bardzo pocieszne. Lubię od czasu do czasu się z maluchem odrobinę podroczyć, zaczepić np. w sklepowej kolejce do kasy. Odwzajemnionego uśmiechu ode mnie w stronę Oliwii pewnie nie zauważyliście przez ten cały stres. Na pewno jednak nie zauważyliście (byliście odwróceni) jak fajnie mała się cieszyła z wytykanego przeze mnie języka w jej stronę (owe zaczepki), gdyż pajaca z siebie robię przed dziećmi, a nie przed dorosłymi. Piszecie w jednym zdaniu o tym, że nie oczekujecie od obcych osób opieki nad Waszym dzieckiem, a cała reszta wpisu mówi co innego. Może stres byłby mniejszy gdybym ja zajął się dzieckiem? Może wtedy byście mieli trochę więcej miejsca dla siebie?
    Na koniec kwestia przywołania Boga przeze mnie. Tak, potwierdzam. Tylko czy zastanowiliście się dlaczego? Nie mieszkam w Warszawie. Ogólnie chciałem tylko trochę się wyłączyć, żeby mieć siłę na bezpieczny powrót do domu. Mając przed sobą wizję kilkuset kilometrów za kierownicą samochodu po wylądowaniu liczyłem na trochę snu i w pierwszej chwili przestraszyłem się, że sektor dziecięcy odpoczynku przed jazdą mi nie zapewni. Stąd moja reakcja. Myliłem się, obejrzałem jeden film, w międzyczasie kilkukrotnie zaczepiłem Oliwię, a następnie poszedłem spać i nawet kilka kopniaków, które dostałem od małej przez sen nie było problemem. Rozmawiając z narzeczoną zaraz po wylądowaniu, mówiłem, że moje miejsce było lepsze, niż w drodze do Meksyku (więcej miejsca na nogi), a dzieciak wcale nie był kłopotliwy, wręcz bardzo spokojny (np. maluch w środkowym rzędzie puścił spektakularnego pawia ;) ). Skoro dla mnie mała nie była kłopotem, to dla kogo była? Sami napisaliście, że lot powrotny w większości był lotem nocnym. Nie prowadzę nocnego trybu życia, a jeśli Państwo też funkcjonują w głównie w dzień to dziwię się, że w ogóle poruszony został temat kto wchodzi w interakcję z nieznajomym w nocnym locie. Czy to aby nie jest niegrzeczne i może zostać odebrane jako przeszkadzanie?
    Mój wpis nie traktuję jako próbę wytłumaczenia się przed Państwem, bo winny nie jestem. Napisałem go, gdyż wiem, że we wpisie chodzi o mnie (pomimo, że nie wymieniono mnie z imienia, ani nie wstawiono fotki) i poczułem się bardzo niesprawiedliwie osądzony przez Was. Może następnym razem pomyślicie też o osobie, o której piszecie, a nie tylko o sobie?
    Serdeczne pozdrowienia dla Oliwii ;)

    1. Wow! Ogromne dzięki za komentarz, jest on dla nas bardzo cenny! Serio! :) Zawsze ważna jest ta druga strona, bo często jest to zupełnie inna perspektywa i punkt widzenia. Super, że go dodałeś.

      Nie zrozum nas źle. Wcale nie narzekaliśmy na klasę ekonomiczną, bo tą latamy zawsze. Lecieliśmy też już wcześniej Dreamlinerem LOTu do Pekinu w tym samym składzie i wiedzieliśmy bardzo dobrze z czym to się je :)

      Dziękujemy za potajemne uśmiechy i wytykanie języka do Oliwii, ale cała sytuacja pokazuje jak ważne jest pierwsze wrażenie. Nie chodzi nam o to aby współpasażer opiekował się dzieckiem, ale skoro tak zareagowałeś na początku to był to dla nas jasny sygnał, że dzieci Ci przeszkadzają. Być może źle to odczytaliśmy. Wtedy automatycznie włącza się inny tryb, staramy się po prostu jak najmniej przeszkadzać. Co innego gdy współpasażer zareaguje uśmiechem na początku, zagada czy pokaże też dorosłym, że lubi się „drażnić z bobasem”. Wtedy chociażby wiemy, że przypadkowy kopniak nie będzie sprawiał raczej większego problemu, choć oczywiście i tak staramy się ich unikać. Reasumując: nie chcieliśmy abyś opiekował się Oliwią, a jedynie może na początku, nawet po Twojej pierwszej reakcji, dał nam znać, że będzie ok :)

      Niemniej super, że udało Ci się odpocząć i bezpiecznie dojechałeś do domu. Przed nami też była długa podróż powrotna, a na dodatek padł nam akumulator na parkingu przez co podróż znacznie się wydłużyła ;)

      Dzięki jeszcze raz za komentarz i przedstawienie swojej strony! Udanych lotów i fajnych współpasażerów :)

    2. Tomasz Badyński pisze:

      Po Waszej odpowiedzi trochę żałuję, że na samym początku zaszło takie nieporozumienie ;)
      Również życzę wszystkiego dobrego i samych udanych podróży!
      PS. Też walczyłem z akumulatorem po powrocie ;P

    3. Może dane nam będzie jeszcze razem gdzieś lecieć ;)
      Udanych podróży! :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *