Przyszedł czas na mnie. Do tej pory to właśnie Kamila pisała o wszystkich dzieciowych tematach. Pisanie przez matkę jest jakoś bardziej naturalne, ale doszedłem do wniosku, że przecież tata też ma sporo do powiedzenia, bo przecież wszędzie z naszym szkrabem jeździliśmy razem.
Nadszedł też na to dobry czas, bo przez ostatnie 14 miesięcy odbyliśmy we trójkę 14 wspólnych lotów. Do tego dochodzą oczywiście podróże samochodem. Dla nas to całkiem sporo, więc i mamy już różne spojrzenia na podróżowanie z bobasem. Zarówno na dłuższe wyjazdy do egzotycznych krajów (Pekin) w tym długie loty samolotem, jak i krótkie wypady weekendowe nawet do SPA ;-)
Więc jak to jest? Jak to jest podróżować z niemowlakiem/małym bobasem? Tak z perspektywy taty?
W tym tekście przeczytasz o:
Wyjazdy dają mi możliwość spędzać więcej czasu z dzieckiem
Prawda jest taka, że to właśnie na wyjazdach spędzam najwięcej czasu z Oliwią.
Dopóki Kamila była jeszcze na urlopie oczywistą rzeczą było to, że to ona spędzała więcej czasu w domu. Ale już po powrocie do pracy nadal spędza tego czasu więcej niż ja (pracuje krócej jako matka karmiąca + ma bliżej do pracy ;)).
Zostają jeszcze weekendy, oczywiście nie licząc tych “wyjazdowych”. Ale sami wiecie jak to jest. Zawsze jest coś do zrobienia, często się rozdzielamy, aby ogarnąć szybciej tematy. Poza tym są też jakieś spotkania z rodziną czy też znajomymi.
Na wyjazdach… zupełnie inna bajka!
Mamy siebie 24 godziny na dobę. Czy to zwykły spacer po nieważne jakim nawet miejscu (ważne, żeby były kamyczki, liście lub jakikolwiek inny rozpraszacz ;)), czy chociażby zabawy w basenie (im więcej razy można z niego wyjść i wejść tym lepiej!), wspólnie spędzamy czas ciesząc się chwilą!
A to dodatkowo bardzo pomaga, bo…
Dziecko w trakcie wyjazdów bardzo przywiązuje się do rodziców
Może nie jest to jakimś odkryciem ameryki, ale zdecydowanie widać, że w trakcie wyjazdów więź między dzieckiem a rodzicami znacznie się pogłębia. W końcu przybywamy ze sobą 24h/7, odkrywamy nowe miejsca, nowe możliwości, przeżywamy razem nowe sytuacje. To że nowe dla bobasa – wiadomo, ale również przez nas wszystko jest odkrywane na nowo :)
Zapewne pomaga to również w rozwoju dziecka, bo oboje zaobserwowaliśmy, że to własnie w trakcie naszych wyjazdów Oliwia miewała największe skoki rozwojowe.
Co dwie (dorosłe) głowy to nie jedna
Przez te 14 miesięcy zdarzyło się, że podróżowaliśmy osobno, choć były to krótkie, służbowe wyjazdy. I oczywiście się da, nie chodzi o to, że nie jesteśmy w stanie nigdzie jechać bez siebie. Rzecz w tym, że moim zdaniem zdecydowanie łatwiej jest podróżować z niemowlakiem w dwójkę dorosłych (a czasem wręcz w trójkę ;)).
Znacznie łatwiej wtedy o wiele rzeczy: od przypilnowania bobasa, przez ogarnięcie stolika w restauracji czy po zmianę pieluchy w samolocie kończąc, bo…
Im większe i silniejsze dziecko tym ciężej zmienić pieluchę w samolocie
Taaaak :) Pierwsza kupa bobasa w samolocie, tego się nigdy nie zapomni ;)
Szczerze, nie wchodząc w szczegóły, nie było dramatu. Jednak im dziecko jest starsze, a tym samym większe i silniejsze, rytuał zmiany pampersa w ciasnej samolotowej toalecie bywa coraz trudniejszy. Jeśli wizyta w tej toalecie nie jest zbyt miłym doświadczeniem dla dorosłego, to co dopiero ma powiedzieć bobas, który ledwo mieści się na przewijaku (w samolocie są na prawdę bardzo malutkie) a do tego tuż nad głową ma sufit?
Tutaj nieoceniona jest zawsze pomoc taty, który chyba lepiej sobie radzi w takich extramach. Na szczęście, jak na tyle lotów, nie mieliśmy zbyt wielu takich przypadków.
Zresztą, jak sytuacja nie była by zła, zawsze…
--- autopromocja ---
Nie lubisz się pakować?
Polecamy naszą książkę!
Bazując na naszym doświadczeniu, praktykach i popełnionych błędach, chcemy pomóc Ci w pakowaniu, bo wiemy, że jest to wyzwanie dla wielu osób.
W tej książce znajdziesz 180 stron pełnych praktycznych informacji, wiele uniwersalnych porad, głównie pod specyfikę wyjazdów, ale wszystkie skupione są wokół pakowania na wyjazd z dziećmi.
Rodzinne podróżowanie – Pakowanie >>>
--- autopromocja ---
Cyc jest dobry na wszystko!
I nieoceniona mu chwała za to! :)
Serio! Kamila karmiła Oliwię przez ten cały czas piersią (i karmi nadal!). Oczywiście najpierw jako główny pokarm, obecnie jako dodatek. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak to bardzo pomaga, nie tylko w podróżach.
Jak bardzo zła Oliwia by nie była, jak mocno by się nie uderzyła o kant zabawki, jak bardzo by nie chciała tamtego papierka, cyc zawsze pomoże :) A najbardziej pomaga właśnie w trakcie lotów samolotem.
Po pierwsze uspakaja. Jednak co najważniejsze, pomaga w wyrównaniu ciśnienia w uszkach, dzięki czemu komfort startów i lądowań jest znacznie większy. Można oczywiście karmić butelką, dawać wodę (bo na cukierki i lizaki niemowlęta są za małe), ale tulenie się do cyca wygrywa wszystko :)
Podróżowanie, a podróżowanie z dzieckiem to dwa różne światy
Jak bardzo zmienił nam się świat rok temu, szczególnie młodym rodzicom, nie muszą pisać. Jednak samo podróżowanie również się zmieniło diametralnie.
I chyba inaczej niż każdy by się spodziewał. Bo wcześniej nasze wyjazdy były starannie zaplanowane. Nie mieliśmy co prawda nigdy sztywnych planów, że tu musimy być o 12:00 a tu o 14:00, ale mieliśmy solidną ramę opartą na konkretnych punktach, planach.
Teraz, często jedziemy na miejsce i dopiero tam zastanawiamy się co tak na prawdę będziemy robić. Wiemy mniej więcej co i gdzie jest (bo jakoś w końcu wybraliśmy kierunek ;-)), ale nie mieliśmy przed wyjazdem żadnych konkretnych planów. Bo wiem, że takich planów lepiej nie mieć.
Czy nie powinno być właśnie odwrotnie, że to właśnie z małym bobasem przykładamy większą wagę do planowania? :)
Teraz znacznie większą uwagę zwracamy chociażby na pogodę, czy gotowość Oliwii do eksploracji. Bo nie po to jeździmy na wyjazdy wspólnie, aby Oliwia siedziała cały czas przypięta do fotelika w samochodzie, bo cały dzień zwiedzania to jazda samochodem od punktu do punktu.
Wiadomo też, że jeśli pogoda nie dopisuje, to musimy pomyśleć o jakiś atrakcjach pod dachem. Zresztą musimy teraz myśleć też o zupełnie innych atrakcjach. O ile jeszcze na początku, dopóki niemowlak leży sobie spokojnie w wózeczku, możemy zwiedzać muzea, wystawy, skanseny… Jednak gdy bobas zaczyna być już mobilny trzeba zacząć szukać atrakcji, które będą fajne i bezpieczne dla każdego :)
Pewnie zastanawiacie się czy lepiej podróżowało mi się we dwójkę czy teraz trójkę? To są zupełnie inne style podróżowania. Wcześniej podróżowaliśmy szybciej, zwiedzaliśmy więcej, często nie skupiając się na klimacie i historii odwiedzanego miejsca tak bardzo jak byśmy chcieli. Teraz mamy na to, wbrew pozorom, więcej czasu. Dzięki czemu z wyjazdów wynosimy więcej, choć podróżujemy znacznie wolniej. Czy jest lepiej? Jasne, że tak! Nie zmieniłbym tego na nic innego! :)
Jest też inny plus podróżowania z małym dzieckiem…
Wreszcie mogę wybierać lepsze i droższe hotele oraz samochody ;)
Tak, nakryliście mnie! It’s all about that! ;)
No bo jak to nie wynająć większego i bezpieczniejszego samochodu na wypad z bobasem? Przecież i tak płacimy już krocie za wynajem fotelika na tydzień to upgrade o dwie pozycje wyżej nic nam nie zaszkodzi ;)
No i przecież nie będziemy spać teraz w hostelu, bez łazienki i śniadania! Co najmniej pokój 50m2, z full wyżywieniem, koniecznie z wanną, ładnym widokiem, dużą przestrzenią na zabawę… to wszystko przecież dla bobasa :)
A tak na serio, jest w tym trochę prawdy. Pod kątem samochodu, kiedyś wybieraliśmy po prostu najmniejsze modele, które były najtańsze. Teraz trzeba postawić już na trochę większe modele aby wszystko spakować (nawet 3 duże bagaże, wózek itd).
Z hotelami jest podobnie, choć to bardziej zależy gdzie i po co jedziemy. Np. w Chinach nocowaliśmy zarówno w sieciowym hotelu z super śniadaniami, gdzie mieliśmy czysty dywan i sporo przestrzeni do zabawy (+ wanna aby spokojnie umyć bobasa). Nocowaliśmy też w typowym hutongu gdzie w pokoju ledwo mieściło się łóżko, a podłoga pozostawiała wiele do życzenia (nie wspominając o chłodzie i wilgoci).
Oczywiście zwracamy teraz większą uwagę na standard, lokalizację, udogodnienia w pokoju, ale również na wyżywienie. Najchętniej teraz wybieramy noclegi ze śniadaniami lub z własną kuchnią (jak np. na Azorach czy Wyspach Owczych).
To samo tyczy się połączeń lotniczych. Raczej na chwilę obecną nie pozwolimy sobie na lot z dwoma przesiadkami, różnymi liniami lotniczymi z noclegiem na lotnisku. Wolimy trochę dopłacić aby polecieć bezpośrednio lub z łatwą przesiadką na jednym bilecie.
Dzięki temu nasze podróże są mniej męczące i wszyscy wynosimy z tego jeszcze więcej frajdy :)
A skoro o zabawie już mowa, to…
Już nie mogę doczekać się Disneylandu
…i wszystkich innych atrakcji dla (starszych) dzieci! :)
Tak, to jest pewne. Oliwia będzie miała roczne karnety na wszystkie parki rozrywki, Disneylandy i tym podobne atrakcje. Oczywiście tata też, bo ktoś musi pilnować dziecko ;)
—-
Do poczytania polecamy Wam również:





















Nie chce tu nikogo obrazac, ale karmienie piersia w samolocie? Znaczy wykupupujecie wszystkie 3 siedzenia w danym rzedzie? Czy zmuszacie kogos do podziwiania/wachania tego procesu? Bo byc moze nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale dla niektorych ludzi moze to byc krepujace, czasem wrecz obrzydliwe, gdy sa zmuszani do siedzenia obok obcej kobiety z nagim cyckiem.
A jeszcze pytanko do Martin Zalewski – ja rozumiem, ze te 1,5h godziny lotu to byla absolutna koniecznosc? I zbyt szybko sie nie powtorzy, nie bedziecie panstwo przez 1,5h “umilac” zycia wspolpodrozujacym? Bo moze dla was to jest “tylko” 1,5h krzyku waszego dziecka, ale prosze w koncu sobie uswiadomic, ze to moze byc kilku-godzinne zmaganie sie z niesamowita migrena dla kogos, kto zmuszony jest siedziec obok lub niedaleko waszej krzyczacej corki?
Serio? Serio są faceci oburzeni widokiem gołego cycka? ;)
A tak na poważnie, to nie, nigdy nie wykupowaliśmy z tego powodu 3 miejsc. Po pierwsze często akurat obok nas było wolne miejsce. Po drugie, przecież cyca można zakryć, a nie pokazywać go na lewo i prawo. Po trzecie, musiałbyś nieźle się nagimnastykować aby widzieć gołego cyca dwa miejsca obok w samolocie. No chyba, że specjalnie być podglądał.
Jako ojciec niespełna dwulatki, mogę się tylko pod tym wszystkim podpisać.
Choć podróżnikami nie jesteśmy, to mamy z żoną i córką doświadczenia podróży wieloma środkami lokomocji. Mała najgorzej znosiła samolot. Cały lot okropny wrzask. Na szczęście to było tylko 1,5 godziny.
Córka jest osobą niezwykle aktywną, i nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu. O ile nie było to problemem, gdy mieściła się jeszcze do nosidełka, to teraz – bywa wręcz masakrycznie. Gdy na przykład pociąg jest przepełniony i nie ma jak po nim spacerować, jest tragedia. I nie pomaga tu nawet cyc, który, jak słusznie zauważyłeś – jest zwykle skuteczny lekiem na wszystko.
Efekt jest taki, że już teraz dostaję ciarki na myśl o zbliżającą się wielkimi krokami kilkugodzinną jazdę pociągiem. W okresie świątecznym, więc na pewno będzie przepełniony.
Pocieszam się tym, że u mojej córki również podróże wywoływały dotychczas duże skoki rozwojowe.
Trzymam kciuki za udaną podróż! :)